***

Autor: magda paździor, Gatunek: Poezja, Dodano: 22 grudnia 2012, 21:06:15

 

Możesz włóczyć się po deptaku nocą,

chlać piwo w barach i chłonąć dym

całą powierzchnią zimowego płaszcza.

Wracając, ściskać głowę,

jakbyś chciał wycisnąć świadomość

do ostatniej kwaśnej kropli

i spalić nią całe miasto.

Zaglądać do wnętrz kamienic

i gapić w żarówkę aż do oślepnięcia.

 

Aż w jednym z mieszkań ujrzysz mężczyznę,

siedzącego na krześle z nogami w miednicy

ze stygnącą wodą, odwróconego tyłem

i wpatrzonego w cielistą plamę

na zaparowanym lustrze.

 

Para wodna spływa odbiciem mężczyzny,

jego rysy, cóż, pozostaną nieznane.

Najważniejsze jest wnętrze.

Wewnątrz masz kostki, kości, kosteczki,

czaszkę, dziurawą jak ser, tak bardzo przewiewną

dla transcendentalnych fluidów, że będzie tobą,

gdy wyschną żyłki, żyły, żyłeczki i cię nie będzie.

 

Obok mężczyzny stoi stołek,

a na nim kaszanka i wódka.

Słychać mlaskanie, widać ruch szczęki.

Za mężczyzną stoi wariat w białym kitlu

i wkłada mu do ucha plik z nagraną legendą.

Włącza i podkręca dźwięk:

 

Legenda, którą usłyszysz, opiera się na przekonaniu, że po odprawionym obrządku, trumny spływają w kierunku jądra Ziemi, by zrobić miejsce dla jeszcze żyjących.

Mężczyzna myśli- co za brednie, ale słucha dalej:

 

Stary stary ojciec położył się

w białej białej pościeli

w dębowym łóżku.

Nie zna nazwiska miejsca,

w które odpływa.

Może to tylko napęczniały balon,

kołatający się raz w tę, raz w tamtą stronę.

 

Odpływa z gulą chłodu niczym kompasem

w mdlącą niedzielę nad rybny staw.

Wędka na ramieniu,

matka pod ramię,

dzieci biegają wokół nóg w kółko, w kółko.

Błysk flesza rozpalony pod powieką matki

gaśnie razem z nią.

 

Ojciec co wieczór patrzy w jej fotografię,

Powtórka losów

powoduje odruch wymiotny,

ale nie oczyszcza.

Za mało ziemi, by przykryć wielkie ciało,

z ziemi wystaje kość-lilia.

 

Mężczyzna budzi się nagle

o trzeciej nad ranem.

Nagranie zacięło się

i powtarza w kółko to samo:

Zaśnij już, śpij, zaśnij kochanie.

 

We włosach masz popiół, na języku masz popiół.

Popiół unoszący się w powietrzu

po wyjściu z komina tamtej żółtej kamienicy.

 

Jedyną rzeczą, której nie mogłeś zrobić

to jej opisać, (Śmierć? Co to za imię? Imię-nic)

prędzej byś przymknął oczy i zastygł na mrozie

z rozwartą gębą.

Komentarze (6)

  • podoba mi się, dobrze się czyta:)

  • Świetny wiersz. Głęboko poetycki

  • Dzięki za kometarze;)

  • komentarze*

  • Jest wiersz. Zostaje czytelnikiem.

    • P H
    • 25 grudnia 2012, 20:33:44

    Oryginalny, zmysłowy. Głęboki i mocny, ale pisany jakby delikatnymi pociągnięciami pióra.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się